Lubię piosenkę Zbigniewa Wodeckiego, ale nie wiedziałam, jakie wpływ będzie ona miała na moje życie. Faktycznie zaczynam dzień od Bacha, ale nie znanego wirtuoza, ale Edwarda Bacha lekarza, naturoterapeuty, człowieka o wielkim sercu. Mało tego, chodzę spać z Bachem….(choć zmarł on w 1936 roku).  Dokładnie to z jego kroplami- ekstraktami esencji kwiatowych, w których jestem szczególnie zakochana.

Edward Bach był lekarzem, patologiem i homeopatą, niesamowitą osobą, która ostatecznie porzuciła medycynę akademicką na rzecz powołania, jakim była naturalna terapia. Nie choroba  była najważniejsza w podejściu do pacjenta, ale jego umysł, który był najwrażliwszą częścią ciała ludzkiego i to właśnie umysł wskazywał, czego pacjentowi potrzeba, aby pomóc mu powrócić do naturalnej harmonii. W stanie wewnętrznej równowagi możliwa dopiero jest eliminacja zewnętrznych symptomów. Zatem wybór właściwego remedium opierał na uczuciach pacjenta, takich jak:

  • strach,
  • depresja,
  • zwątpienie,
  • niezdecydowanie,
  • beznadziejność,
  • rozdrażnienie,
  • pragnienie towarzystwa lub samotności,

które wpływały na pacjenta za sprawą choroby.

Zapewne większość z nas doświadcza tych stanów niemal codziennie, szczególnie u nas kobiet potrafią zmieniać się czasem z godziny na godzinę.

Bach uważał, że “każdy człowiek ma w sobie nieśmiertelną iskrę boskości, której rozniecenie prowadziło do wzrostu poczucia szczęścia, wewnętrznego spokoju, zdrowia, radości i zadowolenia w życiu”.

Zdaniem Bacha, to właśnie wybrane zioła miały przynosić ulgę cierpiącym poprzez pocieszenie, złagodzenie oraz uwolnienie od trosk i , lecząc nie tylko ciała, ale także przybliżając ludzkie życie i charaktery do atrybutów naszej „boskości”. Czas trwania choroby (dzień czy długie lata) nie odgrywał roli w przypadku kuracji. Wyleczenie następowało poprzez usunięcie nastroju lub nastrojów pacjenta, które uniemożliwiały mu szczęśliwe i radosne życie. Jak dla mnie ta terapia jest genialna. Zachęcam do prześledzenia jej między innymi na moim blogu

Edward Bach

„Nie ma chorób, są tylko chorzy ludzie. Choroba nie jest żadnym okrucieństwem, czy karą, lecz tylko i wyłącznie korektą: instrumentem, którym posługuje się nasza dusza, w celu zwrócenia uwagi na nasze błędy, aby w ten sposób uchronić nas przed większymi pomyłkami, żeby nam przeszkodzić w wyrządzeniu jeszcze większych szkód – i nas przywrócić na drogę prawdy i światła, z której nie powinniśmy byli nigdy zejść.”