Niechciana

210972 fantasy kobieta kamienie wodospad las

Pewnego dnia, zapragnąłem samotności.

Po długiej, wspólnej wędrówce, wielu przeżytych chwilach radości, smutku, doświadczeń szczęścia, ja Egozjusz doszedłem do wniosku, że nie mogę już być z nią. Coś we mnie pękło…

Cokolwiek wcześniej mówiła, dziś sprawiało mi niewypowiedziany ból. Nagle jej dźwięczny szept, należący od niepamiętnych czasów do najlepszego przyjaciela, przestał mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie.

Do wczoraj jeszcze jej słowa miały smak najsłodszego miodu, a dziś stały się niczym gorycz wylana z rozbitego dzbana. Teraz nawet najmniejsze poruszenie jej warg wprawiało mnie w stan głębokiej irytacji. Wszystko wokół stało się mgliste, tracąc swój blask i kształt.

Miałem wrażenie, że pośród rozległej mgły coraz mocniej balansuję na niewidzialnej linie, zawieszonej nad bezkresną przepaścią, której ani początku, ani końca nie było widać. Ona jak zwykle miała mi wiele do powiedzenia, lecz ja tym razem nie byłem wstanie już tego znieść. Prosiłem by zamilkła, choć na chwilę zostawiła mnie samego. Miałem wrażenie, że jeśli wypowie jeszcze jedno słowo, ta przepaść, która jest pode mną, pogrąży mnie na zawsze…

Przecież prawdziwy przyjaciel w takim momencie powinien zrozumieć, co dla przyjaciela dobre… Nagle ucichła, nie odczuwałem już jej obecności… Nastała całkowita cisza, która w jednej chwili pogrążyła mnie w milczeniu.

Odeszła, mam to, czego chciałem. Teraz byłem już sam. Ale czy na pewno?

W jednej chwili dołączyło do mnie poczucie osamotnienia.

Na początku to doświadczenie niczym wierny towarzysz, idąc przy mnie krok po kroku, wydawało się być pomocne. Czułem się uwolniony, swobodny i beztroski. Niebawem jednak zaczęła mnie okrywać jakaś niewidzialna, złowroga chmura. Wicher lęku i opuszczenia, swym przenikliwym chłodem, dręczyły mnie zewsząd, a ja jak tratwa pośród morskiej toni cięta falami żywiołu niczym brzytwą, sunąłem bezwładnie ku nieznanym lądom. Tylko ja, wokół mnie nieznana toń, a gdzieś przede mną dźwięk huczącego wodospadu; jęcząca przepaść nicości. Wydawało mi się, że nie ma już odwrotu, to koniec. Postanowiłem jednak nie ustawać i po omacku iść przed siebie. Nie widziałem już, co za mną, ale i nie potrafiłem sobie nawet wyobrazić, co przede mną.

Pełen trwogi szedłem niepewnie przed siebie. Sam nie wiem jak długo i skąd miałem tyle sił. Dziś już wiem, rozumiem (…) Mogłem przecież rzucić się w przepaść, mogłem zakończyć tę męczarnię w jednej chwili… Pragnienie życia, szczęścia i odpocznienia było jednak we mnie silniejsze. Choć zmęczenie i chłód ogarnęły całe moje ciało drżeniem, jednak wiedziałem, że nie mogłem już się zatrzymać. Za mną pozostała tylko pustka, spowita mrokiem…

Wreszcie, po niekończących się mordęgach, moja noga stanęła na skale. Po chwili z wycieńczenia straciłem przytomność. Nie wiem, jak długo to trwało. To doświadczenie było niczym czarna dziura wciągająca w niebyt. W końcu otwarłem oczy. Wstałem umocniony nieznaną siłą. Kiedy podniosłem wzrok, w jednej chwili opadły mgły, niczym dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Delikatne promienie słońca otuliły mnie swym ciepłym blaskiem, a pośród pobłyskujących, złocistych promieni, na skraju skalnego wyrębu ujrzałem ją, powabną i dostojną. Wpatrywała się mnie swymi pięknymi, szafirowymi oczami rozpromieniona uśmiechem. Jej delikatne spojrzenie onieśmielało mnie teraz bardziej, niż kiedykolwiek przedtem. Uświadomiłem sobie, że nigdy mnie nie zostawiła.

Była mi wierna, choć ją odrzuciłem. Nie odstąpiła mnie nawet na krok. Była tam, gdzie ja; po prostu była. Nagle jej twarz spochmurniała. Patrzyła teraz na mnie ze łzami w oczach i nadal milczała. Zbliżyła się ku mnie na wyciągnięcie dłoni i delikatnie, białą chustką przetarła me zlane potem czoło.

Ostatkiem sił, drżącym głosem wyszeptałem ciche dziękuję. Dziękuję, że mnie nie zostawiłaś. Gdybyś mogła, jeśli możesz … proszę, przytul mnie.

W mgnieniu oka złączyliśmy się z sobą, jak gałązka z pniem, z którego wyrasta.

Kiedy tak trwaliśmy wtuleni, poczułem przepiękną woń, niczym wiosennych, majowych połonin, które najpiękniej rozkwitają w okolicach Lourdes.

Tuląc mnie, delikatnym głosem powiedziała z czułością: jak mogłabym cię zostawić, kocham cię.

Przecież jestem twoją Duszą.

Niechciana – Mirosław A. Kućmierz

Dziękuję Ci za Twoje Piękno 🙂